Jakie jest więc Twoje aktualne stanowisko w kwestii trzymania razem żółwi jednego gatunku? W zacytowanym wątku stałaś mniej więcej na stanowisku że jest to niegroźne, co próbowałaś dość w moim odczuciu nieudolnie uargumentować. Obecnie piszesz coś o tym, że były one na tym wybiegu tylko chwilowo zanim go powiększyłaś jakby się tłumacząc z tego. Gdybyś uważała trzymanie razem tych gatunków za niegroźne tłumaczenia te byłyby chyba zbędne. Bardzo proszę więc o wyjaśnienie, bo przyznam szczerze że ten wątek całkiem ominęłaś.
Czy ja kiedykolwiek powiedziałam coś złego na temat Michaliny? I dlaczego nie miałam do niej dzwonić skoro Michalina podała mi w mailu swój nr telefonu i sama powiedziała, że gdybym miała jakieś pytania to mogę do niej zadzwonić. A pytań miałam wiele bo skoro przyjęłam jej żółwie to chciałam się coś więcej na ich temat dowiedzieć miedzy innymi o tej przewlekłej chorobie, oraz jakie miały warunki i dietę, aby stworzyć im podobne warunki u siebie. Więc co w tym złego, że do niej dzwoniłam?
Ech... ciężko mi to będzie wytłumaczyć, bo chyba trochę brakuje Ci pewnej płaszczyzny zrozumienia. Powiem Ci tak - nie wiem jakie były Twoje ustalenia z Michaliną. Dowiem się od niej w miarę możliwości, chociaż nie ukrywam że nie chcę jej niepokoić, ale niemniej jednak jakie by nie były rozumiem jej położenie. Żółwie miały trafić to Basi. Odebrał je w Warszawie jej mąż. Basia tymczasowo wydała je Tobie - to są pewne fakty którym nie zaprzeczasz. I w tej sytuacji Michalina stanęła przed faktem dokonanym. Inną sprawą jest to, że Basia ma teraz ogromne poczucie winy, że popełniła taki błąd. Co w tej sytuacji miała zrobić Michalina? Wiesz ludzie z reguły nie lubią być niewdzięcznikami, poczytaj sobie o regule wzajemności, jest to podstawowa z technik manipulacji i bardzo skuteczna. Michalina musiała oddać żółwie i była w trudnej sytuacji więc była wdzięczna tak po ludzku wdzięczna że ktoś je przygarnął. Rozumiesz teraz? To jeszcze nie znaczy że cała ta sytuacja była dla niej łatwa i przyjemna. Dała Ci możliwość zadawania pytań, bo pewnie chciała chociaż w ten sposób pomóc swoim żółwiom skoro sama nie mogła dłużej sprawować opieki nad nimi. Żeby zrozumieć ten kontekst psychologiczny trzeba trochę taktu i wyczucia.
1.skąd wy u licha wiecie jakie ja mam warunki lokalowe, czy ja to gdzieś napisałam, że warunki są skromne? Czy to są po prostu wasze domysły?
Tak, domysły ale uzasadnione w oparciu o informacje jakie podałaś. Wiem jak wyglądają mieszkania w blokach, czyli zwykle są dość małe i wiem że masz dużą rodzinę. Wnioskowanie logiczne daje więc podstawę do tego żeby sądzić że tego miejsca nie jest za dużo. Nie czuję się uprawniona do przepytywania Cię o metraż i inne szczegóły bo to Twoja prywatna sprawa ale zrozum, że wiedząc to co wiem czyli blok + duża rodzina nawet w stosunkowo dużym mieszkaniu ciężko mi zrozumieć jak dajesz radę mieścić tyle zwierząt zmiennocieplnych, bo oprócz samych żółwi lądowych masz także inne gady i żółwie wodne. Poza tym ze zdjęć jakie kiedyś oglądałam miałam takie właśnie wrażenie, nie widać było na nich tej przestrzeni. Możesz oczywiście zaprzeczyć a nawet dać inne foty jeśli się mylę, ja jednak jak już pisałam nie czuję się tutaj uprawniona wchodzić Ci butami w Twoją prywatną przestrzeń. Zrozum tylko że na podstawie tego co do tej pory pokazałaś i napisałaś odnośnie tych warunków takie jest moje wrażenie i nic na to nie poradzę.
2. Czy ja gdzieś napisałam, że przygarniam masę żółwi?
Nie wiem co oznacza "masa", pewnie dla każdego co innego, ale trochę tego jest. Kilka dni temu nawet był jakiś żółw z tego forum.
3. Czy wybieg o wymiarach 8m na 5m to tak mało i moje gady się na nim męczą bo mają złe warunki?
Jak już pisałam nie do końca rozumiem jak to jest z tym wybiegiem, bo nigdy go w całości nie widziałam na zdjęciach a jakieś wąskie kardy, ale być może jak pisałaś teraz jest większy, a ile miał wcześniej nie pamiętam. W każdym razie wiem, że był na tyle mały że greki i stepy musiały siedzieć razem. Tak przynajmniej było do niedawna. Będzie, że się czepiam ale napiszę bo mam takie myśli z tym związane. Uważam że wybieg pod blokiem ma jednak pewne istotne wady z uwagi na to że teren nie jest Twój i musisz go współdzielić z innymi lokatorami i całym osiedlem. Czy nie obawiasz się że wejdzie tam np. jakiś pies, że ktoś może żółwia zabrać, że może nawet rzucić z okna coś co żółwia zrani lub zatruje. Ogólnie jak radzisz sobie z tymi problemami?
4. Swoich żółwi ma 6 sztuk i mam je gdzie zimować, ponieważ spółdzielnia mieszkaniowa wyraziła zgodę abym wstawiła do nieużywanej wózkowni w piwnicy lodówkę. Lodówka jest duża i mieszczą się tam wszystkie gady
No to git.
Oczywiście, że maja prawo, ale nie za plecami innej osoby. Dlaczego Basia nie napisała tego jawnie i wprost na forum? To dotyczyło mojej osoby i powinnam o tym wiedzieć.
Dlatego że rozmawiała bezpośrednio np. ze mną ale różnica była taka że podawała mi wprost informacje związane z tym co działo się między nią a Tobą, czyli sama była jej źródłem. Mnie chodzi o to że owszem można ze sobą rozmawiać i każdy ma do tego prawo ale mówi się z podaniem źródeł bo tylko taka informacja ma jakąś wartość i tylko wtedy można ją dalej weryfikować albo weryfikować samo źródło. A dlaczego nie pisała? Wbrew temu co twierdzisz skoro była źródłem informacji mogła nią dysponować tak jak chciała, zresztą uprzedzała Cię o tym że opowie innym, co sama podkreśliłaś w jednym z poprzednich postów. Mogę zapytać więc Ciebie w ten sam sposób - skoro miałaś z nią problem też mogłaś napisać na forum. Z moich osobistych rozmów z Basią wiem, że nie pisała bo miała ogromne poczucie winy i przygnębienia, czuła się oszukana, nie wiedziała co zrobić i razem się zastanawiałyśmy jak z tego wybrnąć. Z mojej strony wiedziała że ma wolną rękę jak każdy zresztą na forum. Przez długi czas liczyła na to, że zmienisz decyzję szczególnie że zbliżała się wiosna czyli pora w której wedle ustaleń żółwie miały wrócić. Potem dowiedziała się że samiczka padła i to ją chyba dobiło.
Pisać to ja mogę i to dużo, ale przecież jestem nikim i w nic mi nie uwierzycie. Jeśli chodzi o Basię to, to co wiem zostało mi przekazane telefonicznie, gdy jeszcze często ze sobą rozmawiałyśmy. Więc jak nawet napiszę to przecież nie mam dowodów, prawda?
Co do Wojtka to przegiął w pewnej sprawie dotyczącej żółwi, ale to też była rozmowa między nami, więc również nie będę o tym pisać bo oczywiście nikt mi nie uwierzy.
Wychodzisz z błędnego założenia, bo jest dokładnie odwrotnie. Jeśli coś komuś zarzucasz albo sugerujesz innym czyjeś niewłaściwe postępowanie musisz być gotowa odpowiedzieć na dalsze pytania. Innymi słowy - mówisz wszystko co wiesz albo nie mówisz nic. Jak robisz takie coś pomiędzy to jest to nic nie warte i słusznie bywa uznawane za pomawianie i kręcenie.
Nie jestem samotna i nieszczęśliwa, wręcz przeciwnie. Naprawdę nie potrzebna jest mi wasza akceptacja do tego co robię i będę robić nadal.
Wyraziłam się trochę niefortunnie, bo chodziło mi tylko o żółwiowe sprawy. Wiem skądinąd o Twoim niezadowoleniu z tego jak wyglądały pewne sprawy związane ze stroną, którą prowadziłaś, o imprezach które nie wypaliły z braku chętnych itp. I o to mi chodzi i trochę mi tego szkoda. Szkoda mi tego, że nasza żółwiowa społeczność jest taka podzielona i uważają jedni drugich za zagrożenie i konkurencję, czego kompletnie nie rozumiem. Ale z drugiej strony jest to czasem naturalna kolej rzeczy, bo widzisz jak tu wznieść się ponad podziałami i budować coś razem jak druga osoba np. nie akceptuje podstawowych metod hodowli (niemieszanie gatunków).
Jeśli chodzi o tą nieszczęsna adopcję to ma pytanie
Co byś zrobiła gdy wychodząc z domu widzisz na wycieraczce kartonowe pudełko, a w nim żółwia? Wyrzuciła byś na śmietnik, czy wyleczyła i znalazła dom gadzinie?
Niestety, ale takie kartonowe gady pojawiają się u mnie często, chyba dlatego bo ludzie wiedzą, że hoduję żółwie. Nieraz jest tak, że przychodzi ktoś do mnie z żółwiem i prosi abym znalazła mu nowy dom.
Jeśli byłby to lądowy to pewnie bym się do niego od razu przywiązała i miałabym ogromny problem jak sprostać hodowli kolejnego żółwia a w sytuacji podbramkowej owszem szukałabym nowego domu, a jeśli byłby to wodny to powiem szczerze że nie bardzo wiedziałabym jak się nim zająć, więc szturmowałabym osoby które takie żółwie hodują o jakieś wskazówki a dalej to samo co z lądowym.
Tylko że zauważyłam że w Twoim wypadku czasami adoptujesz żółwie mimo że nie musisz, że są lub mogą być inni chętni. Tak było np. z żółwiami Michaliny czy tą marginatą.
Co do sporu w tym temacie to rozwinął się dzięki malwie, która z błahego powodu zaczęła się czepiać nie wiadomo czego i rzucać w moją stronę bezpodstawne oskarżenia
Powiedz szczerze. Nie odczuwałaś ciśnienia od pewnego czasu? Nie odczuwałaś tego, że na tym forum ludzie są skonsternowani Twoją osobą? Nie czułaś pewnego rodzaju niechęci z mojej strony? Malwa napisała to co od dawna było podskórnie wyczuwalne w atmosferze na forum. Pewnie gdybyś się tutaj nie pojawiała i nie pisała niczego nikt z nas by Cię nie ścigał po innych forach, ale tak wiedząc jaki mamy stosunek do mieszania gatunków i wiedząc że możemy znać sprawę Basi i Wojtka zdajesz się nic sobie z tego nie robić a nawet się dziwisz ze nagle Malwa "wyskoczyła". Owszem wyskoczyła ale to był mały triger w stosunku do tego co działo się od dawna. Nie wiem czy dobrze się stało czy źle, ale skoro temat wypłynął to powiem raz na zawsze co mam do powiedzenia w tym temacie.
Z nowotworem u żółwia spotykam się dopiero drugi raz. Sekcję przeprowadził wet, no przecież nie ja sama. Żałuję, że nie poprosiłam aby zrobił foty, wtedy mielibyście czarno na białym. Mauretany od Michaliny nie miały kontaktu z żadnym innym żółwiem, terrarium było wyczyszczone i zdezynfekowane
Ponawiam więc pytanie - czy było badanie histopatologiczne? Domyślam się ze wet a nie Ty, ale z uwagi na deficyt tego typu specjalistów nie tylko w Krakowie ale i w kraju chciałam poznać bliżej jego dane.
I co w tym złego, że wysłałam ludziom korespondencję, czy jest w tym coś złego? Przecież to było tylko zaproszenie i nic więcej,
Znów zabrakło jakże cennego wyczucia. Nie wiesz naprawdę czym są niechciane mailingi albo spam? Na tym forum każdy kto podaje e-mail (związane jest to z resztą z rejestracją) ma gwarancję tego że nie będzie dostawał żadnego śmiecia od administratorów ani kogokolwiek innego. To że różne serwisy i fora różnie sobie do tej kwestii podchodzą to inna sprawa. Ale jedyny mailing jaki ja wysyłam to newsletter na stronie głównej do którego zapisać się mogą tylko chętni, a nikt przez samo założenie konta nie staje się przez to przymusowym odbiorcą korespondencji. Każdy wypadek spamowania jest przeze mnie traktowany bardzo poważnie. Nie pamiętam ile tych wiadomości wysłałaś i komu ale miałam jakieś zgłoszenia od niezadowolonych użytkowników a przede wszystkim nie potrafiłam zrozumieć dlaczego nie zdecydowałaś się założyć tematu w specjalnym dziale. Zrobiłaś to dopiero później, po moim upomnieniu.
a jeśli chodzi o stronę to jest moja.
O ile whois się nie myli to właścicielem domeny jest pewien Pan Artur (ten z zolwie.net?). Poza tym kiedyś ta informacja wyciekła nawet od Ciebie.